W ostatnich latach odnotowujemy w Polsce coraz większy wzrost zainteresowania alternatywnymi wyrobami tytoniowymi. Powodów jest wiele, przede wszystkim to użycie e-papierosa jako drogi do rzucenia palenia, oraz świadomy wybór formy palenia mniej szkodliwego, zarówno dla palacza, jak i dla jego otoczenia.
Niestety, mimo zupełnie różnego stopnia szkodliwości wszyscy palacze i waperzy trafiają do jednego, specjalnie wydzielonego w tym celu miejsca. Do palarni.
Aerozol, często nawet beznikotynowy, lub o minimalnym stężeniu nikotyny, miesza się z tradycyjnym dymem papierosowym.
Zwolennicy mniej szkodliwego palenia, a także ci, którzy próbują rzucić palenie, zmuszani są do wdychania szkodliwych substancji, z których świadomie zrezygnowali.
Coraz więcej osób zwraca uwagę na brak możliwości korzystania z alternatywnych form palenia, na brak miejsc bez oparów papierosowego dymu.
Jak pokazują wielokrotnie już publikowane i powtarzane badania, szkodliwość e-papierosów jest aż około 95 procent niższa, w porównaniu do tradycyjnych wyrobów tytoniowych.
Tego argumentu w rozmowie z Ministerstwem Zdrowia używają liczne instytucje krajowe, próbujące doprowadzić do powstania uregulowań odróżniających palaczy papierosów tradycyjnych od użytkowników produktów alternatywnych.
Niestety, mimo rozpowszechniającej się na cały świecie tendencji wspierania osób palących do całkowitego rzucenia lub przejścia na palenie alternatywne, czyli mniej szkodliwe dla wszystkich, polskie prawo nie rozgranicza „kategorii” palaczy. Jakiekolwiek ustępstwo na rzecz alternatywnych form palenia uważane jest za niedozwoloną formę promocji palenia. Na chwilę obecną stanowisko Ministerstwa Zdrowia jest niezmienne: „niedopuszczalne jest promowanie palenia alternatywnych wyrobów tytoniowych jako skutecznego sposobu na obejście bezwzględnego zakazu palenia”.

 Źródło: DziennikPolski24.pl